pro-cycling.org

Z notatnika kolarskiego - Jacek Morajko

Imię i nazwisko: Jacek Morajko
Data urodzenia: 26 kwiecień 1981
Miejsce urodzenia: Opole
Miejsce zamieszkania: Porto
Obecny klub: Riberalves-Boavista
Poprzednie kluby:
Ziemia Nyska/ SMS Żyrardów
2000-01 - AC Chatellerault
2002 – ASPTT Tours
2003-04 – Antarte / Rota dos Moveis
2005-06 – Carvalhelhos - Boavista
2007 – Riberalves-Boavista

Przebieg sezonu 2006:
1. Gran Premio Area Metropolitana de Vigo
2. Classica de Amarante
2. Classica Alpendre
3. G.P. Ciudad de Vigo
9. na 1 etapie Volta ao Alantejo


3 czerwca 2008

Wygrany etap, dwa dni w żółtej koszulce. Myślę że mogę ten wyścig uznać za bardzo udany. Był to naprawdę morderczy start i tylko ci co już mieli okazję ścigać się w Portugali mogą coś o tym powiedzieć. Mało tego dodam że w tym wyścigu startowałem po raz pierwszy w swojej karierze, bo nigdy dyrekcja nie wystawiała mnie na niego z uwagi na zbyt ciężkie profile etapów. Nie był to wyścig na którym spodziewałbym się tylu sukcesów. Nie będę się rozpisywał ale powiem krótko - jestem bardzo zadowolony i myślę że moja forma jest w końcu satysfakcjonująca i powiewa lekkim optymizmem. Nie wygrałem, ale jestem z siebie bardzo zadowolony i teraz już ze spokojem mogę zacząć myśleć o najważniejszych imprezach na których chcę się zaprezentować z jak najlepszej strony. Co do mojej formy jestem pewny więc bez obaw patrzę na kolejne miesiące, które są w tym roku dla mnie kluczowe. Mam jeszcze dwa wyścigi etapowe w Portugalii, ale podchodzę już do nich spokojnie bez presji i na luzie. A zwycięstwo etapowe chciałbym przy tej okazji zadedykować mojej kochanej dziewczynie.

7 marca 2008
Opowiem krótko co u mnie. Skończyłem w końcu pierwszą fazę przygotowań do sezonu. Już w ten weekend zaczynam ściganie w portugalskiej etapówce Volta ao Albufeir, którą traktuję jako przetarcie przed bardziej poważną Volta Distrito de Santarem 13-16 marca. Moja dyspozycja fizyczna jest jak najbardziej odpowiednia i myślę że jestem w pełni gotowy do ścigania.

Czuję się silniejszy niż w zeszłym roku o tej porze, ale nie mam jeszcze kilometrów wyścigowych, bez których ciężko podjąć walkę z kolarzami, którzy już powąchali ścigania w tym roku. Pomimo tego podchodzę optymistycznie do Santarem i obiecuję że zrobię wszystko aby pokazać się z jak najlepszej strony i nie zawieść. Oczywiście chciałbym osiągnąć dobry wynik w tak dobrej obsadzie, lecz jednocześnie nie stawiam sobie zbyt wygórowanych celów i trzeba podejść do tego startu z dystansem. Co będzie to będzie, start zweryfikuje przygotowania. Tak jak mówię odczucia na treningu są niezłe, ale wyścig to nie to samo co trening, więc spokojnie i bez niepotrzebnych stresów czy spalania. Presji na wyniki ze strony mojego szefostwa nie ma w tej fazie sezonu.

Zaraz po tej etapówce lecę na kilka dni do Polski żeby nabrać świeżości psychicznej, bez której nie wyobrażam sobie dobrego występu na Volta ao Alentejo, które jest moim pierwszym poważnym sprawdzianem formy i jestem nastawiony by walczyć na całego w tej kwietniowej etapówce. Z poza sportowych informacji u mnie wszystko w porządku. Pogoda w tym roku jest niesamowita. Jeszcze ani razu nie musiałem modyfikować treningu z powodu deszczu. Plan treningowy wykonałem w 100%, więc czekam na efekty. Jak to powiadają starsi koladzy - forma nie świnia sama przyjdzie. Pozdrawiam wszystkich!

7 lutego 2008
Z góry przepraszam za dłuższą absencje i nie będę się tłumaczył.

Przygotowania do sezonu ruszyły pełną parą i od kiedy zładowałem w Portugalii przekręciłem kila ładnych kilometrów. Na razie nic specjalnego się nie dzieje poza tym że wróciłem niedawno z pierwszego zgrupowania i znam już nowych kolegów z ekipy. Moje plany na początek sezonu nie uległy zmianie i jak wcześniej pisałem zaczynam później czyli odpuszczam VOLTA AO ALGARVE. Mam nadzieje ze pozwoli mi to na zrobienie większej bazy kilometrowej, dzięki której mam nadzieję będę w lepszej dyspozycji na drugą cześć sezonu, a ta jest w tym roku niezmiernie ważna. Mój pierwszy wyścig etapowy w tym roku to VOLTA AO SANTAREM 13-16 marca, także czasu jeszcze trochę zostało. Natomiast cel jaki postawiłem sobie na wiosnę to VOLTA AO ALENTEJO 9-13 kwietnia, do której postaram się przygotować optymalnie jak na tą porę roku i nie zawieść siebie i moich kibiców. Pogoda w Portugalii jest satysfakcjonująca i nie ma na co narzekać. Plan treningowy wykonuje w 100% i czuje się dokładnie tak jak powinienem czuć się o tej porze roku. Noga z dnia na dzień coraz lepsza choć czuję dawkę ostatnio przejechanych kilometrów, ale przecież o to chodzi.

Czas po treningach płynie mi w łóżku i na długich rozmowach z moja ukochaną, która dodaje mi dużo motywacji i pomaga przetrwać czasem nudne dni; kiedy np. mam luźniejsze treningi. Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki za wspaniałych kolarzy którym sytuacja nie układa się tak jak powinna. Zainteresowani wiedzą o co chodzi.

19 stycznia 2008
Po długiej przerwie witam wszystkich zainteresowanych. Sezon zbliża sie już wielkimi krokami, a ja mam za sobą wyjątkowo spokojnie przepracowaną zimę. Wszystko to zgodnie z moimi tegorocznymi planami.

Pierwsza cześć sezonu traktuje typowo przygotowawczo. Zaczynam ściganie dopiero w marcu dwoma klasykami 8-9, a następnie jadę Volta ao Santarem 13-16. Potem szykują się wyjazdy na klasyki we Francji. Tam właśnie dokonam ostatnich szlifów formy aby 9-13 kwietnia być już na odpowiednim poziomie na Volta ao Alentejo. Tym wyścigiem zamierzam zakończyć okres przygotowawczy. Moje cele na ten rok to dobra dyspozycja w czerwcu i pełen gaz w sierpniu z oczywistych względów jakimi są Igrzyska Olimpijskie w Pekinie i mój coroczny docelowy wyścig czyli portugalska Volta 13-14 sierpnia. Oczywiście kolarstwo to sport i sam nie wiem czy wystąpię w jednym i drugim wyścigu, ale moje plany są podporządkowane właśnie pod sierpień, także droga długa, a czas pokaże. Są to na pewno priorytetowe imprezy w tym roku.

Poza tym to póki co wszystko w jak najlepszym porządku i nie mam powodów do narzekań. Ekipa zmieniła barwy ze względu na nowego sponsora jakim została firma "Madeinox" produkująca wykończenia do domów tj. poręcze, schody itp. Wszystko z drewna i inoxu. Ja jak na styczeń czuję się dobrze choć nie jestem w takim gazie jak cześć moich kolegów z ekipy i czuję się czasami jak junior na zgrupowaniu z seniorami, ale wszystko przyjdzie w swoim czasie. Moje treningi na razie to długa i monotonna jazda po 4-5h nie więcej. Od 22 zaczynamy zgrupowanie w terenie dość górzystym, także poczuję co to kolarstwo. Pogoda natomiast jest rewelacyjna 18st wiec trenować można bez przeszkód.
Pozdrawiam wszystkich i obiecuje ze będę teraz częściej on-line.

9 sierpnia 2007

Polowa wyścigu za mną. Jak do tej pory moje odczucia nie są złe, choć brakuje "kropki nad i". Na 3. etapie brakło dosłownie troszeczkę do szczęścia, ale takie jest kolarstwo. Dzisiejszy 5. etap muszę przyznać że był najlepszy pod względem mojej dyspozycji. Zaatakowałem, ale zdecydowanie za wcześnie. Liczę jeszcze na 2 etapy gdzie postaram się walczyć i może czasówkę. Etapy górskie raczej odpuszczę, bo nie czuje się jeszcze na silach żeby walczyć w tak wysokich górach. Czuje się z dnia na dzień coraz lepiej i to mnie bardzo cieszy. Mój cel na ten sezon to oczywiście Mistrzostwa Świata, gdzie chciałbym być w jak najlepszej dyspozycji i na razie wszystko idzie zgodnie z planem i oby tak dalej.

23 lipca 2007

Po udanej Trofeu Joaquim Agostinho ponownie mogę powiedzieć ze forma jest wysoka. Wczoraj skończyłem portugalską etapówkę GP GONDOMAR CORACAO DE OURO na drugim miejscu. Mimo, że na wyścigu startowały tylko portugalskie ekipy to i tak emocji nie brakowało. Poziom ścigania był wysoki ponieważ był to dla nas ostatni sprawdzian przed Volta Portugal. Ja na wszystkich etapach czułem się dobrze, a co najważniejsze czasówkę pojechałem super kończąc 2. ze strata 6 sek. Ten wyścig daje mi jeszcze większy komfort psychiczny przed Volta i z czystym sumieniem podejdę do tegorocznej Grandicimy, gdzie jadę tylko z zamiarem walki o etapowe zwycięstwo. Sezon prawdopodobnie mi się wydłuży także trzeba zachować jeszcze trochę sił na końcówkę i niektóre etapy potraktować z rezerwą.

16 lipca 2007
Torres Vedras to jak najbardziej udany dla mnie wyścig. Prolog pechowy, bo amerykański sędzia nie dopuszcza mojej "kozy" do startu z powodu nieregulaminowych wymiarów, które przekroczyłem o całe 0,3 cm. Zmieniam rower na zwykły, spóźniam się na start 15 sekund i kończę prolog 18., tracąc minutę do zwycięzcy, a zaledwie kilkanaście sekund do 5-6 miejsca. Potem już szczęście dopisywało do końca i dyspozycja też była super. Udało mi się na najcięższym etapie wygrać premie górską 2 kat. i punktować na pozostałych. Następny etap postanowiłem nastawić się tylko na walkę o koszulkę górala. Realizowałem cel idealnie. Wygram 2 premie 3 kat. i zostałem liderem klasyfikacji górskiej wyprzedzając Eladio Jimeneza o 3 pkt. Ostatni etap to 4 premie górskie i wspaniała praca moich kolegów z ekipy oraz moja dyspozycja pozwala mi zostać najlepszym góralem wyścigu. Jestem bardzo zadowolony i ze spokojem i bez presji mogę podejść do wyścigu Dookoła Portugalii, który rusza za niespełna 4 tygodnie.

6 lipca 2007

Jeszcze do końca nie ochłonąłem po MP, a już trzeba było wracać do Porto. Podsumowując krotko jestem bardzo zadowolony ze swojego występu i ze swojej dyspozycji podczas całego wyścigu. Gratuluje Tomkowi Marczyńskiemu, który wykazał się dużą czujnością i sprytem na ostatnich 2 kilometrach. Brawo!. Czułem się świetnie na ostatniej rundzie, ale atak Tomka kompletnie mnie zaskoczył i pozostała walka a vice mistrzostwo. Jestem zadowolony i oby tak dalej. Korzystając z okazji chciałbym bardzo podziękować osobom, które przyczyniły się do mojego sukcesu, czyli przede wszystkim człowiekowi który od lat pomaga mi w treningach - Jerzemu Wiśniewskiemu, całej firmie Świat Roweru Team, która perfekcyjnie przygotowała mój sprzęt do mistrzostw pod nieobecność mojej ekipy. Moim wiernym kibicom, którzy przybyli za mną do Kielc czyli Karolina, Florek i Aruś oraz całej kieleckiej ekipie, której wsparcie tez czułem na trasie i na końcówce. Ale chyba największe podziękowanie dla mojej mamy, która do końca wierzyła w miejsce na podium. Przede mną teraz start w Trofeo Joaquim Agostinho kat 2.1 dnia 11-15 lipca potem dwa klasyki i Volta ao Portugal 4-15 sierpień. Pogoda w Porto zaczyna znowu daje popalić. Temperatura przekracza 30 st.

17 czerwca 2007

3. etap GP CTTC de Portugal

Co za dzień. Cały etap w deszczu. Na szczęście dopóki nie zaczął się ostatni podjazd było w miarę ciepło, ale od połowy podjazdu Torre była masakra. Zimno, deszcz i silny wiatr. Typowo kolarska pogoda i typowo portugalska. Od samego startu tysiąc ataków i prób odjazdu, ale nie puszczali nic aż dopiero na pierwszej premii górskiej pojechało kilku odważnych. Wyścig na serio zaczął się na ostatnim podjeździe 30km do mety. Od początku góry poszło ostre tempo, że aż hamowałem na zakrętach. Uformowała się mniejsza grupka, w której jeszcze jechałem kilka kilometrów na rezerwach. Potem juz wrzuciłem wysoko z tylu i doczłapałem swoim tempem do mety, przeżywając po drodze istny horror z powodu warunków atmosferycznych. Nasz Tiago niestety nie pokazał nic specjalnego, brak mu jeszcze doświadczenia i czasem sprawia wrażenie jak by zjadł wszystkie rozumy. Trudno może za rok. Ja spróbuję jeszcze jutro coś szarpnąć, bo czuję się w miarę dobrze choć patrząc na generalkę to „Maia” nie odda łatwo zwycięstwa.

16 czerwiec 2007

2. etap GP CTTC de Portugal

Drugi etap też w zasadzie spokojny, bo do połowy kontrolowany przez Benfice, a później przez Cofidis i Barloworld. Wszystko rozegrało się na finiszu, gdzie dziś najlepszy okazał się Farrar - zabierając za razem żółtą koszulkę Degano. My w miarę spokojnie bez szaleństw. Dziś etap, który zadecyduje o całym wyścigu. Ja czuję się lepiej, ale co do jutra nie mam złudzeń . Cały etap będziemy jechać pod Machado i zobaczymy co pokaże. Postaram się zrobić swoje i wjechać tracąc jak najmniej się da. Będzie to dla mnie na pewno sprawdzian na konkretnym podjeździe. Postaram się wyciągnąć wnioski i zobaczyć nad czym jeszcze musze popracować przed Volta Portugal.

14 czerwca 2007
1. etap GP CTTC de Portugal
Etap w sumie spokojny. Na trasie znajdowała się jedna premia górska, która nie była na tyle selektywna, żeby przesortować grupę. Jedyne utrudnienie była pogoda. Momentami lało konkretnie. Ja jeszcze jakoś ciągnę. Pierwszy etap trochę jechałem na kwadratowo, ale mam nadzieje, że będzie lepiej. Etap wygrał Enrico Degano (Barloworld) przed Taylerem Farrarem (Cofidis). Nasz Cardoso był 8., a ja ostatnie 3 kilometry przejechałem z małej tarczy, bo miałem defekt, ale na szczęście w strefie ochronnej, wiec mam czas grupy. Jeśli chodzi o nasze ambicje na ten wyścig, to liderem jest Tiago Machado, którego mamy dowieźć do sobotniego etapu i tam maksymalnie mu pomóc na ostatnim podjeździe pod najwyższy punkt Portugalii legendarne "Torre". Jutro znowu 200 km i to w terenie bardzo ciężkim, więc zabolą nogi. Korzystając z okazji chciałbym również pogratulować Sylwestrowi Szmydowi, który fantastycznie pojechał na dzisiejszym etapie. Brawa dla "Sylwasa" po raz kolejny udowodnił, że jest światowej klasy góralem.

10 czerwca 2007

GP ABIMOTA muszę zaliczyć do jednego z najbardziej udanych wyścigów w tym roku. Od pierwszego etapu czułem, że mogę tu walczyć o zwycięstwo. Pierwszy etap to dwa ciężkie podjazdy, które zadecydowały o klasyfikacji generalnej. Byłem w idealnej sytuacji i czułem, że mogę wałczyć. Na trzecim etapie postanowiłem zaatakować sam na ostatniej premii górskiej. Uciekałem sam 25 kilometrów, ale niestety moja ucieczka zakończyła się 2 kilometry do mety....szkoda, bo już myślałem..... Podczas kolejnego czwartego etapu postanowiłem się odegrać i mimo, że na czele jechała trójka kolarzy spróbowałem znowu samotnie nadrobić kilka sekund w generalce i zaatakowałem 5 kilometrów do mety. Udało się zyskać 4 sekundy nad grupą i wskoczyłem w "dychę" - byłem 9. po 4 etapach. Ostatni etap kończył się pod lekką górkę, gdzie wiedziałem, że się porwie wiec trzeba było jechać czujnie. Tak tez było. Porwało się wszystko na kostce i pod górkę. Awansowałem na 8. miejsce w generalce i mimo lekkiego niedosytu jestem zadowolony ze swojej formy. Przede mną jeszcze CTT COREIOS kat. 2.1 (14-17) i po tym wyścigu lecę do Polski trochę odpocząć i od Mistrzostw Polski zacząć kolejne przygotowania tym razem z myślą juz tylko o moim najważniejszym starcie Volta ao Portugal.

6 czerwca 2007

Po dłuższej absencji spowodowanej przeprowadzką i brakiem dostępu do Internetu wracam do świata. Miałem trochę zadymę przez ostatnie dni. Zmieniłem mieszkanie z powodów treningowych, a oprócz tego wyścigi. Już wszystko wraca do normy i mogę znowu podzielić się wiadomościami z wyścigów. Ostatnia etapówka Volta ao Sotavento. Hmmm znowu pech …. Nie, nie!!!! Myślę, że po prostu tak się mówi, że 4. miejsce to najbardziej pechowe, ale ja z mojej pozycji na ostatnim wyścigu jestem zadowolony. Najcięższy etap z 10 kilometrowym podjazdem na metę skończyłem piaty tracąc 13 sekund do Davida Blanco (zwycięzcy Volta ao Portugal 2006) i co mnie najbardziej cieszy to piąte miejsce na 30 kilometrowej czasówce gdzie straciłem również do Blanco 1.20. Wyścig wiec uważam za udany i optymistycznie patrzę na kolejne 7-10 GP ABIMOTA i 14-17 CTT CORREIOS DE PORTUGAL kat 2.1. Po nich skupiam się już na Volta ao Portugal, a po drodze Mistrzostwa Polski i kilka innych wyścigów. Pogoda daje popalić ostatnio. Dosłownie jest bardzo gorąco i zrzuciłem już 3 razy skore z rąk. Ale wole to jak deszcze, więc oby tak dalej.

21 maja 2007

Wróciłem właśnie do domu po GP INTERNATIONAL PAREDES ROTA DOS MOVEIS. Cóż mogę powiedzieć... Szczęście mi nie dopisało. Mimo bardzo dobrej dyspozycji nie przyjechałem na żadnym etapie w czubie. Nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Zrobiłem co było w mojej mocy, niestety brakło mi po prostu szczęścia. Pierwsze dwa etapy bardzo spokoje przejechane. Czułem się rewelacyjnie. Trzeci etap już trochę cięższy. Zabrałem się w odjazd. Poszło nas 3 ale 10km do mety było już po rybach. Uciekaliśmy około 90 kilometrów. Czwarty etap byłem już w maksymalnym uderzeniu i czułem że powalczę, bo końcówkę znalem dobrze. Niestety 10km do mety zrobiło się bardzo nerwowo, była kraksa gdzie niestety musiałem wypiąć nogi z pedałów. Peleton pękł na pól, a do przedostatniego podjazdu brakowało 2km..... Widząc później ile strąciłem do czołówki mogę śmiało powiedzieć, że byłem w stanie walczyć o podium na tym etapie. Trudno takie jest kolarstwo. Teraz mam parę dni luzu do końca maja. Czerwiec zapowiada się pracowicie, bo mamy zaplanowane 4 etapówki 4-5 dniowe. Na dniach będę wiedział czy lecę wszystkie czerwcowe wyścigi, czy dostane trochę luzu żeby złapać trochę oddechu przed MP. Już pomału zaczynam myśleć o Volta ao Portugal. Znam już mniej więcej trasę tegorocznej "grandisima", która w tym roku ma o jeden dzień więcej i rozegrana zostanie w dniach 4-15 sierpnia. Pomału koncentruje się już na tym wyścigu, choć chciałbym jeszcze gdzieś zawalczyć na zbliżających się wyścigach.

30 kwietnia 2007

Niestety ostatnie dni nie były dla mnie zbyt miłe. Zaczęło się jeszcze na Alentejo gdzie na pierwszym etapie niewinnie obtarłem palec u stopy. Zlekceważyłem to, bo już nie raz miałem takie problemy, które mijały zwykle same po jakimś czasie. Teraz jednak nie było tak kolorowo. Od jakiś 4dni czułem na treningach, że mi to dokucza. Trenowałem jednak dalej... Po niedzielnym 6 godzinnym treningu, gdzie objechałem sam prawie wszystkie szczyty w moich okolicach, dostałem wieczorem gorączki i powiększył mi się znacznie węzeł chłonny w prawej pachwinie. Juz dziś rano leżałem na stole i przeszedłem nie groźny zabieg usunięcia narośli z palca. Wdało się zakażenie i od razu zapalenie węzłów chłonnych. Jestem juz w domu i łykam antybiotyk przez następne 5dni. Mam nadzieje ze jak najszybciej wznowie treningi i zdążę jeszcze dojść do siebie przed GP ROTA DOS MOVEIS 17-20 maj. Martwi mnie jednak to, że przed tym startem nie wystartuje juz w żadnych wyścigach. Jestem jednak optymistą i myślę, że wszystko dobrze się zakończy i dam rade powalczyć na wyścigu, w który celowałem w I części sezonu.

16 kwietnia 2007

Volta ao Alentejo za mną. Jestem zadowolony. Wykonałem plan ponad normę, miałem co prawda większe oczekiwania co do czasówki ale trudno. Natomiast sobotni etap z 6 premiami górskimi zaskoczył mnie. Miąłem nogi jak rakiety pod góry. Milo było widzieć jak kolarze typu Oscar Pereiro nie dają rady, a ja wjeżdżam z pierwszymi. Fajne uczucie zwłaszcza że takie harce pod góry ostatni raz zdążały mi się jak byłem amatorem. Dyspozycja jak najbardziej satysfakcjonująca. Mam trochę niedosyt bo mogłem zakręcić się w 10, ale czasówka i pierwszy etap, gdzie miałem dwie gumy i kraksę, nie pozwoliły mi na to. Cóż uroki kolarstwa. Niemniej Alentejo uważam za udany wyścig i oby forma była przynajmniej taka w nadchodzących wyścigach.

11 kwietnia 2007

Dzisiaj zaczynam Alentejo. Dyspozycję moją mogę określić na 80%. Kilka zbędnych kilogramów ubyło. Czuje się dobrze, ale martwi mnie trochę prawie 3 tygodniowa przerwa w startach. Przydał by się jakiś lekki start 3-4 dniowy żeby konkretnie nogę przetrzeć, ale i tak myślę że nie jest źle. Na treningach dobrze się już czuje i to jest optymistyczne. W ostatnim tygodniu miałem maksymalny relaks psychiczny, dzięki moim przyjaciołom z Anglii, których miałem zaszczyt gościć u siebie. Dzięki nim odpoczynek po treningach był o 50% bardziej wydajny, pozdrawiam Anetkę i Tomka. Udało mi się zrealizować całkowicie plan treningowy, wiec mogę być spokojny. Zaraz po Alentejo lecę na kilka dni do Polski, żeby juz konkretnie doszlifować formę do majowych wyścigów, które są moim celem na pierwszą cześć sezonu. Po nich już oczywiście zostaje mi tylko jeden wyścig, a zarazem portugalskie mistrzostwa świata, czyli Volta a Portugal o której tez już pomału myślę.

30 marca 2007

Ostatni wyścig to w zasadzie Santarem nie licząc klasyku w ostatnia niedziele, gdzie poza jedną kontynentalną ekipa z Hiszpanii, startowały tylko ekipy portugalskie. Potraktowałem go jako pierwszy sprawdzian przed zbliżającym się Alentejo. Sprawdzian wypadł całkiem pomyślnie, bo po 170 km udało mi doprowadzić mojego sprintera do zwycięstwa, a sam uplasowałem się na 11. miejscu. To całkiem dobry prognostyk, zwłaszcza że finisz był pod górkę, a za mną już nikogo nie było przynajmniej przez 7 sekund. Myślę więc, że moje przygotowania nie poszły na marne. Na Alentejo będę już na swoim poziomie i postaram się pokazać z dobrej strony. Wyścig nie jest bardzo ciężki, ale trzeci dzień to niestety dwa sektory, rano krótki etap, a po południu czasówka 12 km, jak by tego było mało to następny etap jest najcięższym na całym wyścigu i po takim dniu na pewno zmęczenie da się we znaki, szczęście w tym, że nie tylko mi. Pogoda w Portugalii na razie jest ok i oby tak dalej. Mam teraz zaplanowane trochę intensywniejsze treningi i kilka jednostek za autem, żeby załapać trochę rytmu, który po ostatnich treningach bardzo mi się przyda.

19 marca 2007

Volta Santarem już za mną. Wyścig nie był ciężki, ale etapy rozgrywały się na końcówkach, gdzie niestety wielkiej roli nie jestem w stanie odegrać. Moja dyspozycja choć nie widać tego po wynikach jest ok i wszystko idzie w dobrym kierunku. Co prawda spodziewałem się więcej jeśli chodzi o czasówkę, ale cóż nie wypaliło nogi kręciły na kwadratowo, brak mi jeszcze rytmu i świeżości po wszystkich treningach. Ostatni etap już czułem się rewelacyjnie i nawet miałem finiszować na metę bo było pod lekką górkę 4 kat., lecz nie przewidziałem tego ze etap rozegra się na rancie. Jechałem sobie spokojnie na końcu peletonu kiedy na 40km do mety Karpin Galicja założył rant i było po rybach, nawet nie łudziłem się że dojdziemy, bo widziałem co się działo z przodu. To był najcięższy rant, z którym miałem do czynienia na portugalskim wyścigu. Dojechałem spokojnie w grupetto, szkoda ale zdarza się po prostu przespałem etap. Teraz parę dni odpocznę w domu i zaczynam już myśleć o konkretnej formie na Volta ao Alentejo i być może Volta a Extramadura, ale to dopiero będę wiedział na dniach. Czuje się jednak silny i myślę ze okres, w który celuje w tym roku z forma będzie dla mnie pomyślny. Pierwszy sprawdzian mocy na Alentejo.....

7 marca 2007

Minął już tydzień po pierwszym wyścigu, a ja już mam za sobą kolejne ciężkie treningi. Cały czas jeżdżę raczej objętościowe treningi. 5-6 godzinne wyprawy, choć już coraz częściej wprowadzam elementy przygotowujące do większego wysiłku. Od kilku dni mam ponownie przyjemność ćwiczyć z Witkiem, wiec treningi mijają w bardzo przyjemnej atmosferze, choć już pod gore nie jesteśmy dla siebie tak wyrozumiali, czyli każdy robi swoje i czasem zdarzy się że poniesie nas fantazja. Mimo to jest całkiem nieźle. Predyspozycja moja jest jak najbardziej zadowalająca i mam nadzieje ze na Volta ao Distrito de Santarem będę już w lepszej predyspozycji.

26 luty 2007

Ostatni 5 etap wyścigu był w miarę spokojny, ale tempo było duże. W pierwszej części wyścigu próbowałem się zabrać w odjazd, ale nie udało się pojechali beze mnie. Milram kontrolował wszystko perfekcyjne. Pierwsza cześć etapu to dosyć ciężkie, sztywne podjazdy, na których mimo równego tempa peleton wjeżdżał poszarpany, było ciężko. Odjazd zlikwidowali ok. 10km przed metą i jechaliśmy już wszyscy razem. Na ostatnich 5km była dosyć duża kraksa, gdzie leżał i nasz sprinter i Machado, na którego musiałem poczekać i dociągnąć do peletonu. Było bardzo nerwowo, ale udało nam się i skończył wyścig na szóstym miejscu. Etap znowu bez wątpienia wygrał Petacchi jak i cały wyścig również. Dla nas był to udany wystąp. Szóste miejsce w takim towarzystwie jest bardzo dobre i cała ekipa jest zadowolona. Ja też jestem zadowolony, bo przejechałem cały wyścig bez kraks i problemów. Forma jest dokładnie taka, jak być powinna na ten okres i z optymizmem patrzę na cały sezon.

24 luty 2007

Dziś zdecydowanie było najciężej. Musieliśmy razem z Benficą kontrolować etap i to akurat ja i dwóch moich kolegów dostaliśmy przykaz ciągnąc resztę peletonu, bo odjazd jaki poszedł na początku był nam trochę nie na rękę. Pojechało kilku "kozaków", w tym Popowych, Stefan Schumacher, Matthias Kessler i kilku jeszcze odważnych i nawet silnych kolarzy....he he. Doszliśmy odjazd przed ostatnia premia górska i tu mój etap się zakończył. Dojechałem już w swojej grupce z nóżki na nóżkę. Ten etap był dla mnie zdecydowanie najlepszy, dopiero dziś zacząłem coś czuć pod nogą, wiec chyba jest ok. Tiago jest cały czas 6 wiec wszystko pod kontrolą. Etap znowu wygrał Ale-Jet, choć nie był to finisz z dużej grupy, bo przyjechało ich z przodu ok. 25. Nie wiem dokładnie ilu, bo jeszcze nie widziałem wyników. Jutro ostatni etapik i mam nadzieje ze dowieziemy Tiago w pierwszej 10. Byłby to niezły wynik patrząc na obsadę wyścigu.

23 luty 2007
Dzień zaczął się już o 6 rano, bo mieliśmy wizytę "wampirów", którzy bez skrupułów pobrali nam krew. Badanie poziomu hematokrytu wszyscy z naszej ekipy przeszli pozytywnie i stanęliśmy rano na starcie.

Dziś było już konkretnie. Na 30 kilometrze poszedł odjazd szóstki kolarzy, gdzie szybko poszła selekcja i zostało ich trzech. Naszym zadaniem na dziś było jak najlepiej dowieźć Tiago Machado do pierwszych wzniesień, tzn. klasyczna robota na niego. Było ciężko jak T-Mobile zaczęło pracę i zrobiły się 3 grupy. Na nasze nieszczęście akurat w tym momencie Tiago złapał gumę i akurat ja byłem najbliżej, wiec musiałem szybko dać mu kolo i czekać na auto. Machado dogonił grupę i było ok. Ja niestety musiałem czekać na auto i zajęło mi trochę dłużej dojście peletonu, a w zasadzie strzep jakich z niego został bo cały czas "rantowali". Doszedłem 10 km przed górą i niestety musiałem pogodzić się z porażka. Nie byłem już w stanie wjechał z przodu, ta pogoń za dużo mnie kosztowała. Ale jest ok. Tiago jest 6 w generalce i plan wykonany. Alessandro Petacchi, w końcu świętował zwycięstwo, które tym razem było bez wątpienia wywalczone czysto.

Pozdrawiam i do jutra.

22 luty 2007
Drugi etap podobny do wczorajszego, w miarę spokojnie. Poza jedną kraksa na zjeździe, która wyglądała nie ciekawie i ciężką końcówką, której ostatnie 40km to góra, dół krótkie sztywne podjazdy, które jednak nie zrobiły większej selekcji.

Zaczęło się nieciekawie tzn. deszcz, wiatr i temperatura jak na Algarve niska, bo około 11st, ale po 50km wyszło słońce i zrobiło się milo. Etap przebiegał pod dyktando ekipy Quick-Step, które broniło żółtej koszulki Gerta Steegmansa. Większość etapu uciekała dwójka Lars Boom z Rabobanku i Tyler Farrar z Cofidisu. Boom niestety zabrał koszulkę najlepszego górala mojemu koledze z ekipy, Tiago Machado. Wyścig jak dla nas cały czas toczy się dobrze i oby tak dalej. Etap wygrał Bernard Eisel z T-Mobile. Jutro już może być ciężej, bo etap jest długi i mamy dwa ciężkie podjazdy. Ja jadę wiec nie jest źle, staram się na końcówkach pomoc mojemu sprinterowi i na tym moja rola się kończy, ale jestem zadowolony ze swojej predyspozycji.

Pozdrawiam i do jutra.

21 luty 2007
Zaczęło się poważniejsze ściganie. Dziś pierwszy etap Volta ao Algarve 190km. Wygrał Petacchi, prawie bo chyba pierwszy raz w karierze został zdyskwalifikowany za niewłaściwy sprint. Nasz sprinter niestety leżał w kraksie 300m do mety i nie zafiniszował, ale mamy koszulkę na najlepszego górala po akcji Tiago Machado, który uciekał od startu przez 170km. Jesteśmy zadowoleni bo wyścig jest mocno obstawiony, a my dajemy rade jak na razie.

Jeśli chodzi o mnie to nie jest źle tzn. czuje się silny, ale nogi jeszcze nie są gotowe do ostrego kręcenia. Kilometry przejechane zimą potrzebują jeszcze konkretnego przetarcia, ale jestem zadowolony ze swojej predyspozycji i zobaczymy jak się dalej wyścig potoczy. Dziś tempo od 50km było bardzo duże. Wyścig przejął Milram i ciągnęli do samego końca. Musieli się konkretnie rozczarować po „dysce” PETY......... zdarza się.

Pozdrawiam i do następnego

12 luty 2007
Jestem wraz z moją ekipą po pierwszym zgrupowaniu. Nowy sponsor, nowe stroje i nastroje całkiem optymistyczne, przed zbliżającą się VOLTA AO ALGARVE (21-25-luty). Czeka nas jeszcze oficjalna prezentacja 13 lutego i do boju! Forma jeszcze daleko, ale myślę że dam z siebie wszystko, żeby przyprowadzić naszego sprintera Manuela Cardoso zaraz przed pociągiem Petacchi'ego. Wiem że Cardoso jest w dobrej formie, bo sam z nim ostatnio dużo trenowałem i pod niego jedziemy cale Algarve. Moim zadaniem będzie zostać z nim do końca, ale kto wie czy nie uda mi zabrać w jakiś odjazd i wtedy będę walczył o swoje. Wyścig jest silnie obstawiony, wiec będzie ciekawie. Zapraszam wszystkich do śledzenia naszych poczynań już za 10 dni. Postaram się zdawać relacje z poszczególnych etapów. Na razie pogoda nie sprzyja, wiec trochę mnie przystopowało z treningami, ale od jutra trzeba będzie trochę podmoknąć na rowerze, gdyż brakuje mi kilku kilometrów. 18 lutego zaczynamy ściganie klasykiem Trofeo RTP.

30 stycznia 2007
Kończy się pomału styczeń wiec można by podsumować w sumie nieźle przepracowany miesiąc. Kilometrowo całkiem przyzwoicie nawet dużo jak na mnie, wiec cały czas jestem optymista jak chodzi o sezon, w którym poprzeczkę postawiłem wysoko, wiec trzeba ćwiczyć i ćwiczyć... Ostatnie dwa tygodnie były szalone. Razem z "Witkiem" trenowaliśmy bez przerwy minimum 4h, a nawet dwa razy zahaczyliśmy prawie 200km po górkach, wiec całkiem przyjemne dystansiki. Teraz mam trochę luzu. W tym tygodniu treningi w przedziale 2:30-3:30h i zaplanowane mam badania wydolnościowe. Zobaczymy na co mnie stać w tym okresie. Zajrzałem jednak w plan i od piątku znowu zacznie się oranie w siodełku 5-6h, bo już niedługo zaczynam ściganie wiec trzeba jeszcze tych kilometrów najeździć. Pogoda jak najbardziej sprzyja po lekkim ochłodzeniu, przyszły znowu wyższe temp jest ok 17-19 st., wiec jest bajka. Mamy już nowe ubrania i pewnie niedługo będzie prezentacja naszej ekipy, czyli nudny i męczący dla nas dzień spędzony na nogach i z uśmiechem na twarzy. Zdjęcia i przemówienia itp... Najważniejsze ze motywacji mi nie brakuje i czuje już głód ścigania... Oby tak dalej.

22 stycznia 2007

Mijają kolejne dni długich i monotonnych treningów. Pomału dokładam kilometrów, ale z intensywnością jeszcze nie szaleje. Plan treningowy realizuje w 100% wiec jestem cały czas optymistycznie nastawiony do sezonu. Plany mi się trochę zmieniły co do startów, wiec muszę i trochę inaczej celować z formą. Nie będę jak wcześniej pisałem szykował nogi na pierwsza cześć sezonu, lecz pierwsze poważne sprawdziany czekają mnie od polowy maja. Najpierw GP ROTA DOS MOVEIS, GP CTT CORREIOS DE PORTUGAL i GP TORRES VEDRAS, a po drodze MP, wiec jestem jak najbardziej zadowolony ze zmiany decyzji moich dyrektorów. Pierwsze starty zbliżają się nieubłaganie, ale potraktuje je bardziej treningowo, choć kto wie jak noga się zachowa. Zwłaszcza, że na Algarve ma być trochę kozaków, wiec może rozpędem się gdzieś wjedzie he he

14 stycznia 2007

Witam wszystkich sympatyków kolarstwa.
To jest mój pierwszy zapis wiec postaram się nie spaprać sprawy. Zaczynam od stycznia choć trenuje już dużo dłużej. Od tygodnia jestem już w Porto i trenuje w końcu bez stresu związanego z pogodą, której i tak dziękuję za wyrozumiałość w tym roku. Okres początku sezonu nie należy do ciekawych. Sprawy organizacyjne, nowy rower itp., ale już jest spokojniej. Zaczynam w tym roku ściganie trochę wcześniej, wiec i treningi już są dłuższe i cięższe. Jak do tej pory wszystko przebiega bez problemowo. Pogoda mnie miło przywitała, wiec mogę śmiało realizować plan treningowy, w którym od lat pomaga mi mój pierwszy trener Jerzy Wiśniewski. Pozdrawiam panie Jurku!!!! Od przyszłego tygodnia zawita do mnie Witek, czyli nasz mistrzunio Mariusz Witecki i razem będziemy śmigać po okolicznych hopkach. Dzięki temu będzie oczywiście raźniej i weselej na treningach, bo w końcu z kimś pogadam po polsku. Ok to by było na tyle jak na razie, odezwę się niedługo i opowiem jak tam przebiegają na razie monotonne i długie treningi. Pozdrawiam wszystkich !!!