pro-cycling.org
Rowe wraca do zdrowia
napisał: Artur Pierzyński (2017-11-24 18:49:23).

Luke Rowe (Team Sky), który w dalszym ciągu przechodzi rehabilitację po złamaniu nogi, planuje powrót do ścigania w kwietniu przyszłego roku. Jego pierwszym celem mają być Igrzyska Wspólnoty Narodów, które odbędą się w australijskim Gold Coast.



Fot. Team Sky


Rowe bawił się w sierpniu tego roku na wieczorze kawalerskim swojego brata. Jednym z punktów programu był spływ kajakowy, podczas którego kolarz skoczył na nogi do wody, w wyniku czego doznał licznych złamań w prawej nodze. W szpitalu lekarze wstawili mu metalowy, warzący 800 gram pręt. Jakby tego było mało ostrzegli go, że może już nie powrócić do ścigania. Walijczyk mocno pracował nad rehabilitacją i już po 12 tygodniach ćwiczył już na torze, a na początku grudnia ma zamiar wyjechać na szosę.

- Myślę, że igrzyska będą wspaniałym momentem do powrotu do sportu, oczywiście jako reprezentant Walii. Uwielbiam reprezentować Wielką Brytanię i Team Sky, ale reprezentowanie Walii da mi okazję do prezentacji mojego patriotyzmu - powiedział Brytyjczyk.

Mimo wszystko Luke jest ostrożny jeśli chodzi o deklarację co do daty powrotu do wyścigów.

- To jest okazja, żeby pracować nad swoimi słabościami. Jestem pełen optymizmu, że wrócę silniejszy niż byłem przedtem - dodał. - Myślę, że na pewno pojadę w przyszłorocznej Vuelcie, ale Tour de France może być za ambitnym celem, choć go nie wykluczam. Dopóki jednak nie wrócę na rower, a planuję to zrobić na początku grudnia, ciężko jest to dokładnie planować starty.

Podczas wizyty w szpitalu lekarze wyrokowali, że kolarz może już nie wrócić na rower. 27-latek pokazał, że jest inaczej, jednak stopień urazu i pręt w nodze może oznaczać, że z następny wypadek będzie ostatnim w jego karierze.

- Od razu wiedziałem, że jest źle. Leżałem na brzegu rzeki i próbowałem unieść nogę, ale podniosła się tylko połowa, a dolna część została bez ruchu. Po operacji lekarz usiadł na łóżku i zapytał czy ma być szczery. Odpowiedziałem, że tak, na co odparł, że jest duża szansa, że już nigdy nie wsiądę na rower. To był chyba najgorszy moment w moim życiu. Usiadłem na łóżku i zacząłem płakać - przyznał kolarz Team Sky. Rozmawialiśmy wiele razy o tym czy wyjąć czy zostawić pręt, ale zdecydowaliśmy go zostawić, bo wzmocni piszczel. Ale gdybym wziął znów udział w dużej kraksie wyobraź sobie, pręt się wygina, kość nie. Rozpadłaby się i nigdy więcej nie wsiadłbym już na rower. Teoretycznie nigdy bym już może nie chodził i nie miał do końca sprawnej nogi - powiedział Rowe.