pro-cycling.org
Niedokończone sprawy Gesinka
napisał: Mateusz Dudek (2018-02-12 19:59:38).

31-letni Robert Gesink, który rozpoczął swój 14 sezon w zawodowym peletonie liczy, że w tym roku omijać będą go problemy i zdoła zrealizować swoje cele.



Fot. Team LottoNL-Jumbo


Kolarz LottoNL-Jumbo zdaje sobie sprawę, że nie jest już człowiekiem najmłodszym, lecz mimo to nie brakuje mu motywacji na starcie kolejnego sezonu. Holender ujawnił, że w jego tegoroczny kalendarz będzie mieszanką najważniejszych wyścigów etapowych i jednodniówek, bowiem wystartuje m.in. w Giro d'Italia i Tour de France, ale także w "Ardeńskim Tryptyku". Podobny plan startów Gesink miał w poprzednim sezonie jednak nie udało mu się go w pełni zrealizować z powodu kontuzji jakiej nabawił się w wyniku kraksy podczas Tour de France. W tym sezonie ma zamiar unikać błędów i osiągnąć więcej.

- Cóż, co roku planuję kalendarz, a potem i tak nie mogę się go trzymać bo uczestniczę w kraksach. W tym roku ma być inaczej bowiem mam w planach start w Giro i Tourze. Ciągle chciałbym wygrać więcej i dla mnie celem będą etapy tych wyścigów. Myślę, że to dobry pomysł aby wystartować w obu wyścigach bez koncentrowania się na klasyfikacji generalnej. - przyznał Holender.

Gesink pięciokrotnie kończył Wielkie Toury w czołowej dziesiątce, w tym Tour de France 2010 na czwartym miejscu co prawdopodobnie będzie najlepszym wynikiem w całej karierze jeśli chodzi o wyścig trzy tygodniowe. Sam kolarz nie ukrywa, że podium Touru czy Giro jest już raczej poza jego zasięgiem chyba, że przez cały wyścig wszystko układało by się perfekcyjnie. Jednak w obliczu co raz większej ilości utalentowanych kolarzy pretendujących do zwycięstwa i to nie dawałoby gwarancji walki o podium. Dlatego Gesink planuje utrzymywać dobrą formę przez cały sezon.

- Nie mówię, że walka o generalkę jest dla mnie obowiązkiem, ale chcę spróbować spróbować bo mniej więcej wiem jakie są moje możliwości w tej kwestii. Gdyby nie wydarzyło się nic złego to jestem w stanie walczyć o czołową dziesiątkę. Nie widzę się na podium bo ważę 73 kilogramy, a są w tej chwili kolarze lżejsi, którzy oprócz tego, że świetnie się wspinają to dodatkowo znakomicie jeżdżą na czas. Chodzi tu głównie o umiejętność generowania jak największej ilości wattów na kilogram. Ja mam teraz 31-lat i mam jeszcze kilka lat ścigania i chcę zobaczyć jak uda mi się zrealizować swój plan. Jestem bardzo zmotywowany - zapowiada Gesink.

Wysoka motywacja przed startem nowego sezonu w sporej części związana jest ze straconą drugą połową ubiegłego. Holender podczas 9. etapu Tour de France upadł i choć w pierwszym momencie wydawało się, że nic poważnego mu się nie stało to rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Gesink doznał złamania pierwszego kręgu lędźwiowego, i jak sam przyznaje początkowa chęć powrotu do rywalizacji po upadku mogła mieć opłakane skutki dla jego zdrowia.

- Nie myślałem wtedy po upadku, że jest źle choć nie mogłem się wyprostować. Właściwie to jak zachowałem się po upadku mogło zakończyć się tragicznie. Wskoczyłem na noszę, a później próbowałem się jeszcze podnosić, a dopiero w szpitalu dowiedziałem się, że przez takie gwałtowne ruchy przy złamaniu kręgu mogło dojść do paraliżu - przyznał kolarz LottoNL-Jumbo.

Kontuzja wymusiła trzy miesięczną przerwę od treningów na szosie. To był bardzo trudny okres dla Gesinka bowiem rodzaj urazu spowodował, że 31-latek miał spore ograniczenia jeśli chodzi o codzienne ograniczenia. Dla Holendra nie był to jednak pierwszy taki okres bowiem w 2011 roku doznał złamania nogi.

- Po przerwie spowodowanej złamaniem nogi miałem spore problemy z kondycją i przez pewien czas jeździłem z mniejszą o ok. 10% siłą w jednej nodze. Jestem też niższy. Ta kontuzja za to wymagała długiej i żmudnej rekonwalescencji. Musiałem zakładać i nosić przez cały czas z wyjątkiem snu plastikowy gorset, nie mogłem się schylać i tak przez trzy miesiące. To był trudny czas. Dopiero po dwóch miesiącach mogłem zacząć treningi w domu i tylko odliczałem dni do momentu powrotu na szosę - wspomina Gesink.

Nowy sezon Holender rozpoczął od startu w Tour Down Under gdzie zajął dobre, 10. miejsce w generalce. Kolejnym startem będzie Paryż-Nicea, choć na horyzoncie ma już start w Ardeńskich klasykach i Giro d'Italia.

- Gdybym mógł wygrać po etapie w każdym z Wielkich Tourów byłbym naprawdę szczęśliwy. Jest to projekt, nad którym pracuję. Celem jest także bycie częścią drużyny, która odnosi sukcesy. Myślę także nad wyścigami pokroju Tour de Suisse czy Criterium du Dauphine. Wygranie jednego z nich byłoby naprawdę niesamowite - przyznał na zakończenie.