pro-cycling.org
Orlicy na 73. Tour de Pologne: Rozmowa z Przemysławem Kasperkiewiczem
napisał: Martyna M. Kobylińska (2016-07-07 08:40:15).

Chcieliśmy zrobić z Przemkiem Kasperkiewiczem krótki wywiad przed zbliżającym się Tour de Pologne, na którym wystartuje w barwach narodowej reprezentacji Polski. Nie udało się. Gdy wchodzi się w rozmowę z tak szczerym i gadatliwym chłopakiem musi wyjść z tego coś więcej. Kolarz Klein Contantia opowiedział nam zatem o pierwszej połowie sezonu, o swoich niespełnionych ambicjach i o tym, jakie myśli chodzą my po głowie przed polskim Tourem. Zapraszamy do lektury.



Fot. Magda Tkacz Photography


Cześć Przemek. Co u Ciebie? Odpocząłeś w końcu?

Przemysław Kasperkiewicz: Nie wiem, czy nazwałbym to odpoczynkiem. Po mistrzostwach Polski chwile jeździłem spokojnie. W sumie przez 7 dni mogłem tak na lekko pokręcić, aby nie stracić za bardzo szybkości i wytrzymałości w nogach, no i żeby nie oduczyć organizmu wysiłku. Teraz zrobię jeszcze kilka mocniejszych i dłużysz treningów i myślę że powinno być ok. Ale jak się teraz zastanowię to tak, troszeczkę odpocząłem fizycznie i psychicznie.


Masz za sobą już całkiem sporo startów. Możesz jakoś podsumować tę część roku?

Dokładnie. Mam już około 40 dni startowych i to w samych ciężkich wyścigach UCI. Sam nie wiem co mam odpowiedzieć na to pytanie. bo sam czuję, że przygotowałem się super do sezonu. Badania też to pokazują - na każdym progu zrobiłem 60W, skok do góry, a to jest bardzo już dużo. Schudłem też dość i zszedłem do 5% tkanki tłuszczowej... może i teraz już mniej? Tak czy inaczej pod tym względem zrobiłem największy progres w ekipie. I z tego mogę być bardzo zadowolony, ale z tymi wynikami to już gorzej szczerze mówiąc. Miałem dwa główne cele na ten sezon. Młodzieżową Flandrię i Paryż-Roubaix. Na Flandrii byłem bardzo silny. Mój dyrektor sportowy Geert Van Bondt polecił mi abym pierwsze starty jeździł dosłownie "w trupa" jeśli chcę być na niej w formie aby nadrobić do takich zawodników jak Pedersen czy inni, którzy zaczynali sezon już w Dubaju i mieli tych startów dużo więcej. Więc go posłuchałem, bo to świetny specjalista, były zawodowiec i mój serdeczny przyjaciel. Udało się zrobić naprawdę dobrą nogę, no ale co z tego jak już po 50km miałem defekt? Na wjeździe na finałowe rundy bardzo mocno upadłem, po czym na wpół sprawnym rowerze wróciłem do małej grupki gdzie po chwili złamałem koło i to już był koniec dla mnie. Po prostu niewiarygodne. Później było jeszcze gorzej - wystartowałem ZLM Tour, również z reprezentacją, ale tam czułem sie tak jak by ktoś mi odciał 50% energii. Zamarzałem, a po 80km robiło mi się ciemno przed oczami. Po powrocie do domu jednak okazało się, że tamten upadek na Flandrii był poważniejszy. Uderzyłem się wówczas w wątrobę, co miało swoje konsekwencje. W sumie przez 2 tygodnie z płuc i z nosa leciała mi co dzień krew - serio, nic przyjemnego.


Jak wspomniałeś, wśród Twoich celów było m.in. młodzieżowe Paryż-Roubaix. Ostatecznie zająłeś 12. miejsce - ładnie, ale raczej nie na to liczyłeś...

Tak, na Paryż-Roubaix byłem 12., co nie jest może słabym wynikiem, ale też nie jest niczym wybitnym. Aspiracje miałem dużo większe, bo liczyło się zwycięstwom, w ostateczności pudło. Po to w końcu staje się na starcie, by o zwycięstwa walczyć. Byłem liderem ekipy na ten wyścig i miałem się oszczędzać na finał. Jak na każdym wyścigu zabierałem się w odjazdy, tak akurat w tym miałem to nieszczęście, że musiałem czekać. A tymczasem odjazd który poszedł od startu dojechał do mety... O ironio. Nasza ekipa natomiast miała tam w odjeździe zawodnika, więc z drugiej strony nie wypadało za bardzo, abyśmy to my mieli to kasować. W końcówce bardzo mocno zaatakowałem, ale już było na wszystko za późno. Skończyłem więc z miejscem na początku drugiej dziesiątki, poniżej oczekiwań, ale z drugiej strony w dalszym ciągu uważam to za znakomitą lekcję - dowiedziałem się, jak bardzo silny wtedy byłem i jakie efekty dały mi wcześniejsze przygotowania.


Tu nie poszło, tam nie poszło. Jest w takim razie coś, z czego jesteś w takim razie szczególnie zadowolony?

Myślę, że mogę być zadowolony z tego jak przepracowałem jesień i zimę, okres od października do lutego. Jeszcze nigdy mi się tak dobrze nie trenowało. Miałem mnóstwo motywacji i energii na trening, co później czułem w sezonie podczas startów. Jest to na pewno coś, pomimo braku wyników daje mi satysfakcję w tej chwili. Oczywiście niedosyt pozostaje, bo każdemu zależy, by osiągać wyznaczone cele. Mam jednak nadzieję, że i ta karta się w końcu odwróci - trochę szczęścia na wyścigach by się w końcu trochę przydało:)


Ostatni Twój wyścig to z kolei mistrzostwa Polski, z których wróciłeś z brązem zdobytym na czas w orlikach i 6. miejscem na wyścigu wspólnym U23, który niemalże w całości spędziłeś w ucieczce. Jakie masz refleksje po tych MP? Wiesz już, czego zbrakło Ci do lepszych wyników?

Cóż, powiem tak - nie takie przygotowania miałem mieć do mistrzostw. Miałem mieć przed Świdnicą ponad 3 tygodnie wolnego od startów i czas na spokojną jazdę, podładowanie baterii i trening na kozie, na co nie miałem czasu przez cały rok. Niestety, mój kolega z ekipy połamał żebra w jednej w kraks i musiałem w jego miejsce wystartować w Tour de Slovakia. Przejechałem ten wyścig i tam było jeszcze nawet ok, ale po powrocie do domu, ze względu na rodzinne sprawy, nie było kiedy się choćby wyspać, nie mówiąc o treningach czy regeneracji. I po tak spędzonych czterech dniach pojechałem na mistrzostwa.

Czasówkę pojechałem z marszu. Po prostu wsiadłem na rower czasowy i kręciłem. Zrobiłem co mogłem w tamtym momencie, ale to nie było chyba to, co mogę normalnie zaprezentować. Może też fakt, że na trasę ruszyłem w pierwszej grupie trochę pomógł innym, którzy mieli punkt odniesienia w postaci moich wyników? Nie wiem, trudno powiedzieć. W sumie przegrałem o 18 sekund na bardzo ciężkiej trasie, nie jest to żadna przepaść, więc chyba mogę być zadowolony patrząc na to, jak mi "szły" te przygotowania.

Wyścig wspólny to już jednak inna bajka. Było w miarę ok, jak to u mnie - zawsze po "przepaleniu" mnie puszcza. Poszedłem na maksa już na pierwszej rundzie, bo lepiej atakować w takim peletonie, niż później gonić tych co zwiali. Gdy się odwróciłem, widziałem, że nikt nie przetrzymał mi koła, ale po chwili już dojechała do mnie mała grupka, gdzie było czterech zawodników z CCC i w sumie później jechaliśmy już w siedmiu. Teraz pytanie czy popełniłem błąd atakując przed wjazdem na ostatnią rundę? Ja myślę, że nie. Kiedy zaatakowałem znów nikt nie mógł za mną pojechać, a gdy się odwróciłem widziałem, że jedzie za mną ktoś z CCC więc poczekałem i liczyłem na to że reszta ekipy odpuści. No niestety, tak się nie stało, współpraca z Michałem Plutą się nie kleiła, więc poczekaliśmy na resztę, bo moim zdaniem było za daleko do mety abym mógł jechać dalej sam. Nie ten dzień, nie to samopoczucie, nie ta noga, którą miałem np. na Paryż-Roubaix. W końcu się zjechaliśmy i chłopacy z CCC zaczęli serię ataków na płaskim odcinku, które głównie mnie przyszło kasować. Zapłaciłem za to, bo po cały dnie w odjeździe i walce z pomarańczowym kwartetem, a kolarstwo jednak sport drużynowy, po prostu zabrakło już sił. Cyborgiem też przecież nie jestem. Kiedy do przodu odskoczył ponownie Paluta, za którym pojechał Piotrek Konwa, wiedziałem już, że jest po wyścigu i nic nie mogłem na to poradzić. Mnie interesowało tam tylko złoto, a ono właśnie oddalało się ode mnie. Zmęczenie dało górę.



Fot. tourdepologne.pl / Szymon Gruchalski


Z jednej strony ambicje niespełnione, ale z drugiej miejsca w kadrze Polski na Tour de Pologne dla Ciebie nie zabrakło.

Ciesze się bardzo, że znów będę mógł jechać w strojach biało-czerwonych w Tour de Pologne. Jest to super wyścig. Zawsze jest mnóstwo kibiców na trasie, którzy wspaniale dopingują kadrę Polski. Już nie mogę się doczekać, aż stanę na starcie 1. etapu. A co do samego powołania mnie do kadry, to myślę, że kto był na trasie mistrzostw w Świdnicy i oglądał nasz wyścig, ten po prostu widział kto był silny. Jestem wdzięczny za ponowną szansę jazdy w Tourze, bo to naprawdę dużo znaczy.


To będzie już Twój drugi start w TdP. Czy z poprzedniej edycji wniosłeś lekcje, które teraz mogą Ci się przydać?

Tak, dwa lata temu już startowałem w Tour de Pologne. Było świetnie:) Na pewno jest to trochę inny wyścig, niż te w których ścigam się normalnie na przestrzeni roku... Choć w sumie każdy wyścig na świecie jest inny, nie ma takich samych. Czy to wyścigi amatorskie czy te spod znaku UCI albo wyścigi rangi WorldTour - każdy z nich ma coś w sobie innego i każdy jeden rozgrywa się inaczej. Mam nadzieję, że pierwszy mój udział w Tourze teraz zaprocentuje. Po to też w sumie startowałem w tak młodym wieku, by to teraz w jakiś sposób zaprocentowało.


Spośród czwórki orlików w składzie kadry Polski na TdP jesteś zdecydowanie najbardziej „ościgany” za granicą. Czy to daje Ci jakąś przewagę, może Ci w czymś pomóc?

Nie powiedział by tak tego - Szymon i Gracjan również ścigają się w ekipach zagranicznych i to na pewno im się przyda tutaj podczas Tour de Pologne. Może pewną moją przewagą, jeśli tak to w ogóle można rozpatrywać, jest u mnie fakt, że wyścigi w których startuję rozgrywane są w różnych krajach, na różnych trasa i z bardziej zróżnicowanym peletonem. Zdążyłem już poznać każdy rodzaj wyścigów i każdą charakterystykę ścigania. Oraz zawodników, co też ma swoje znaczenie. Francuzi np. ścigają się inaczej niż Holendrzy, po prostu wywodzą się z innych szkół, środowisk i ma to przełożenie na ich style jazdy. I mając to na uwadze, można powiedzieć, że to odróżnia mnie od pozostałych orlików z kadry na TdP.


Czego zatem możemy się spodziewać po Twoim starcie w TdP? Nie to, żebyśmy chcieli wywierać presję, ale jakie oczekiwania będą adekwatne do Twoich możliwości?

Najważniejsze dla mnie jak zawsze będzie zrealizowanie w 100% celów jakie postawi mi selekcjoner przed wyścigiem. Sam nie znam jeszcze taktyki reprezentacji. Nie wiem, czy będę miał zabierać się w odjazdy, czy będę musiał postarać się kogoś rozprowadzać, czy sam starać się finiszować i zbierać doświadczenie. A może będę musiał być cały czas obok Marka Rutkiewicza i go wspierać, jako lidera kadry na klasyfikację generalną? Nie wiem tego, choć ten ostatni wariant cieszył by mnie o tyle, że znamy się z Markiem i cieszy mnie, kiedy widzę go w tak dobrej dyspozycji jaką ma teraz. Będzie na kogo jechać i dla mnie ten fakt sam w sobie jest bardzo motywujący. Nie jestem jednak w tej chwili powiedzieć, czego możecie się po mnie spodziewać, bo sam muszę poczekać na jakieś konkretne informacje dotyczące Touru i mojej osoby. Póki co mogę więc powiedzieć tyle, że najważniejsze dla mnie będzie to, aby po wyścigu drużyna i PZKOL był zadowolony ze mnie.


A co później? Jaka kolarska przyszłość się przed Tobą roztacza? Wiesz coś już o tym, czy może to właśnie Tour de Pologne może być dla Ciebie tą przepustką do światowego peletonu?

Hmm... Co z przyszłością? Jeśli patrzeć na nasz "rynek pracy" to był to ciężki temat już w w zeszłym roku, a przyszły zapowiada się jeszcze gorzej. Na ten moment rozpadają się dwie ekipy najwyższego szczebla - Tinkoff i IAM Cycling. Teraz jest okres takiego wyczekiwania. Wszystkie ekipy czekają, aż kolarze z tych rozpadających ekip będą schodzić z cen kontaktów, aż w końcu będą chcieli mało, by tylko się gdzieś załapać i podpisać kontrakt. I to jest zły czas dla takich młodych kolarzy jak ja. Musimy czekać. Niestety, takie są nasze realia. Nie staram się więc teraz myśleć, co będzie za rok. Jeszcze jest ponad pól sezonu i bardzo ważne start jak Tour de L'Avenir, mistrzostwa Europy czy mistrzostwa świata, więc jest jeszcze gdzie się pokazać. Być możę po Tour de Polognę będę miał doba wiadomość dla Was;) Wierzę, że taki start pomoże mi, czy w ogóle nam, młodym, pokazać się z dobrej strony przed światowymi ekipami. To dla nas na pewno wielka szansa, bo tu nie wystarczy być dobrym - trzeba pamiętać, że o 1 miejsce w drużynie walczy 100 kolarzy i każdy z nich ma coś do zaoferowania. Niektórzy maja trochę łatwiej w życiu, bo np. ich brat jest super zawodnikiem, mistrzem świata i oni tam już będzie zawsze będą z nim w "pakiecie". Może być też tak, że twój najlepszy kumpel jest super gwiazdą i też cię zawsze pociągnie za sobą, bo takie ma prawo. Problem w tym że w kolarstwie 50% to siła i forma itd., a 50% to polityka, dobre układy czy dobry menager. Jak wspomniałem - to rynek pracy i działają tu podobne zasady. Ja niestety nie jestem bratem ani przyjacielem nikogo, kto by mnie za sobą pociągnął i zawsze o wszystko walczyć musiałem sam.

Dziękuję za wywiad i proszę trzymajcie kciuki za Bało Czerwonych w Tour de Pologne. Pozdrawiam!


Rozmawiała: Martyna Kobylińska