pro-cycling.org
Włoskie historie Ejsmontów 2017: Tiramisu i Giro, którego nie było
napisał: Piotr Ejsmont (2017-05-27 11:13:47).

Setna edycja Giro d'Italia dobiega końca. Podobnie rzecz ma się z opowieściami Joanny i Piotra Ejsmontów, które przy okazji La Corsa Rosa odsłaniały nam kolejne ciekawe fragmenty kulinarnej i kolarskiej historii Włoch. Na deser pozostała nam historia o pochodzeniu jednego z najpopularniejszych deserów świata oraz o Giro d'Italia z 1915 roku.





Ciekawostki kulinarne Joanny Ejsmont: Tiramisu, do którego wszyscy się przyznają.

Tiramisù (inaczej tirame su) jest jednym z bardziej znanych i lubianych deserów na całym świecie. Historii jego powstania jest kilka, tych legendarnych sprzed wieków i tych bardziej realnych z lat współczesnych. Do wynalezienia tiramisù przyznaje się wielu cukierników i kilka regionów. Od dawna pomiędzy Toskanią, Piemontem i rejonem Veneto, w mitach i historiach toczy się walka o przyznanie palmy pierwszeństwa jako wynalazcy tiramisù. Jedno jest pewne – pochodzenie tego deseru jest włoskie.

Najbardziej powszechna wersja związana jest z Treviso. Miał je wymyślić młody cukiernik Roberto „Loly” Linguanotto, który wcześniej uczył się fachu w Niemczech, a we Włoszech zaczął pracować w restauracji Le Beccherie di Treviso i dalej szkolił się pod czujnym okiem właścicielki Alby Campeol. Chcąc odwdzięczyć się za okazane zaufanie i pokazać, że dobrze odebrał nauki, wymyślił ten deser, bazując na składnikach łatwo dostępnych i prostych, zawsze najlepszej jakości. Deser był łatwy w porcjowaniu, pierwotnie był robiony w formie okrągłej.

Inna z historii sięga XVII wieku i jest trochę pikantna. Według niej kilku cukierników przygotowało tiramisù by uhonorować przyjazd Kosmy III Medyceusza, Wielkiego Księcia Toskanii. Składniki deseru miały podkreślać cnoty księcia: kawa siłę, czekolada męskość, a mascarpone pokorę. Deser bardzo przypadł do gustu księcia. Początkowo nazywany był zuppa del duca (zuppa książęca), ale dworzanie nadali mu nazwę tiramisù (postaw mnie), gdyż przypisywali mu właściwości afrodyzjakalne. Rozpowszechnił się wręcz zwyczaj spożywania tiramisù przed wszelkimi randkami i miłosnymi spotkaniami. Ta wersja legendy nie jest do końca spójna z realiami historycznymi: w tamtych czasach kawa była już rozpowszechniona, ale mascarpone było prawie nieznane wśród ludności ze Sieny. 


Kolejna legenda opowiada o cukierniku, który stworzył tiramisù na cześć Camillo Benso, Księcia Cavour, z intencją by pomóc mu w dziele zjednoczenia Włoch. Także w tym przypadku nie można tej opowieści brać całkiem poważnie.

W skład klasycznej receptury wchodzą jajka, cukier, ser mascarpone, biszkopty savoiardi, mocna kawa (najlepiej espresso) i kakao w proszku, nie ma natomiast alkoholu. Ubite jajka łączy się z cukrem oraz mascarpone tak by otrzymać gładki krem. Savoiardi namacza się w ostudzonej kawie, tak by się nie rozpadły i układa się jeden obok drugiego w prostokątnym naczyniu (w przypadku receptury rodziny Campeol na dużym, okrągłym talerzu), przykrywa się połową ilości kremu, kładzie drugą warstwę z biszkoptów, rozsmarowuje się resztę kremu i na powierzchni posypuje kakao. Na koniec należy wstawić deser do lodówki i trzymać w niej aż do momentu podania. Jest to przepis bazowy, który przez lata ewoluował. Biszkopty zaczęto namaczać różnymi alkoholami, np. winem Marsala, Brandy, Rumem, likierami, również do kremu zaczęto dodawać alkohol w postaci zabaione.


Ciekawostki kolarskie Piotra Ejsmonta: Giro, którego nie było.

25 kwietnia 1915 roku rząd włoski ogłosił przystąpienie do wojny. „Gazzetta” przedtem planowała jeszcze rozegranie kolejnego Giro d’Italia. Przyjmując krytykę, że w 1914 roku wyścig był za trudny, postanowiono skrócić jego etapy do średnio 266km. Miało ich być 12, trasa mierzyła w całości 3200km. Wyścig miał się odbyć pomiędzy 27 maja, a 6 czerwca. Zapisało się już 58 zawodników. Gwiazdą nr 1 miał być Petit Breton. Z zagranicznych kolarzy zgłosili się jeszcze Grubb, Goffin oraz dwóch Francuzów Duboc i Pierre Vuge. Rywalami Bretona mieli być Girardengo, Albini, Ganna, Santhia, Gremo, Corlaita, Beni, Calzolari, Canepari, Durando, Galetti, Oriani, Azzini, Pavesi, Bordin, Sivocci, czyli cała czołówka kraju.

Na tydzień przed startem ogłoszono odwołanie wyścigu. Kiedy Włochy przystąpiły do wojny , wojskowy zaciąg wchłonął też kolarzy. Oriani wrócił do bersalierów. Na front trafił Albini. W okopach walczyli jeszcze mało znani kolarze jak Giovanni Brunero i Ottavio Bottechia, a Frederico Gay i Amadeo Polledri zostali lotnikami. Belloni ze względu na obcięte palce nie dostał powołania do wojska, ale nakaz pracy w fabryce Bianchi. Powołano Girardengo najpierw do oddziału bersalierów, a potem przeniesiono go do pracy w fabryce bomb w Sestri. Z Galettiego uczyniono wojskowego listonosza na rowerze w Mediolanie. Bordin dostał pracę w ministerstwie wojny jako kontroler pocisków, czyli sprawdzał to, co wyprodukował Gira. Pavesi został skoszarowany w Genui. Po wojnie wyraził on ciekawą, ale bardzo prawdziwą opinię na temat swoich kolegów z szosy:

- Nie szukajcie na siłę wojennych bohaterów pośród mistrzów dwóch kółek. Nasze życie już przedtem było cierpieniem. Naszym ideałem nie były wojenne medale. Jestem szczery, nie lubię powtarzać obowiązującej retoryki. We Włoszech było tylu wojowników, także wśród nas - tak mówiono. Ja przyznam, że nie robiłem nic, by ich naśladować.

W okolicach Treviso toczyły się najcięższe bitwy, a najbardziej znane były te pod Ragogną oraz Caporetto. Połączone armie Austro-Węgier oraz Niemiec usiłowały przekroczyć linię frontu przebiegającą wzdłuż rzeki Tagliamento. Walka toczyła się o każdy most. Włosi wysadzili w powietrze większość z nich. Ciężkie walki były także w okolicach Bassano del Grappa. Włosi ponieśli bardzo duże starty, ale ofensywa została w końcu zatrzymana.

W czasie wojny kolarze jako żołnierze ginęli po obu stronach frontu. Wśród nich byli Petit Breton, Faber, Lapize, Oriani i wielu innych.


Opowiedzieli: Joanna i Piotr Ejsmontowie